Wywiad z zespołem People Of The Haze.
Była niedawno okazja przeczytać na stronie relację z koncertu, który miał miejsce w klubie „Bajka”, a na którym wystąpił zespół People Of The Haze. Wspominałem w tej relacji o wywiadzie z zespołem i w końcu jest. Zapraszam do lektury.
- Zacznę banalnie. Proszę o kilka słów na temat People Of The Haze. Kiedy i jak pojawiła się myśl „zakładamy razem zespół” oraz co zrobiliście na początek po jego założeniu?
- Zespół powstał latem 2009, pierwszym krokiem ku temu, aby to był ‘zespół’ było nagranie dwóch naszych najwcześniej powstałych utworów (I’m Leaving i Will Power) w wersji demo-budżetowej, w którymś z wrocławskich domów kultury. Jakość była zupełnie mierna, ale odważyliśmy się wyjść z tym ‘do ludzi’ i w październiku 2009 zagraliśmy debiutancki koncert w klubie Niskie Łąki, potem już z górki. Jeżeli chodzi o pomysł to chyba po prostu poszliśmy za modą, bo nie da się ukryć, że od kilku dobrych lat większość rockowych kapel wraca twórczością do lat 60-70-tych. Stwierdziliśmy, że nas też to kręci.
- Jak doszło do nagrania płyty, jak się nad nią pracowało i co jako People Of The Haze wynieśliście z tej sesji?
- Zaczęło się na festiwalu PAZUR w Trzebnicy, który udało się nam wygrać. W nagrodę otrzymaliśmy sesję nagraniową w Studio Odbiornik, które prowadzi Jacek Maciołek. Zostaliśmy poznani z Jackiem, z którym od razu znaleźliśmy wspólny język. Doszliśmy do wniosku, że sesję przedłużymy i nagramy longplay. Wynieśliśmy z pewnością bardzo dużo, zwłaszcza dzięki doświadczeniu Jacka, przy którym wiele się nauczyliśmy. On zajął się produkcją i miksem. Po wejściu do studio dotarło do nas jak mało wiedzieliśmy wtedy o muzyce. Wiemy też, jakich błędów unikać w przyszłości.
- Kiedy zespół nagrywa udany debiut, reakcja słuchaczy i te recenzje które czytałem na to wskazują, powinny pojawiać się propozycje od większych wydawców, przytrafiło się wam coś takiego? Próbowaliście i próbujecie zainteresować swoją twórczością wytwórnie płytowe, a jeśli tak to czy są jakieś odpowiedzi?
- Próbowaliśmy i próbujemy zainteresować te właśnie wytwórnie, jednak propozycji wciąż nie ma. Nie wiemy czy my robimy coś nie tak, czy to po drugiej stronie coś nie gra. Tak czy inaczej jesteśmy przez ten marazm trochę źli na system i mamy wrażenie, że w tym biznesie wszystko bez wyjątku dzieje się na zasadzie znajomości. Jednak nasze grono znajomych, też się powiększa, więc kto wie, może druga płyta zostanie wydana przez jakiś konkretny label.
- Po pytaniu o pierwszą płytę musi paść pytanie o kolejną. Macie sprecyzowane plany, co do wydania nowych utworów?
- Póki co zamierzenia są nieśmiałe, jednak na pewno druga płyta się pojawi. Coraz częściej o tym gadamy, głównie gdy jedziemy gdzieś po Polsce samochodem – wtedy snujemy swoje plany podboju świata. Przede wszystkim, nie chcemy już wydawać płyty sami – biorąc pod uwagę, że żaden z nas nie jest synem milionera, jest to całkiem spory wydatek. Natomiast, jeżeli chodzi o stronę muzyczną, to druga płyta z pewnością będzie miała więcej oddechu, przestrzeni, mniej monotonni. Na próbach coraz częściej bawimy się aranżacją, mam wrażenie, że pojawia się coraz więcej muzyki w naszej muzyce – jakkolwiek by to nie brzmiało, bardzo nas to cieszy.
- W jaki sposób powstają nowe utwory? Praca zespołowa czy jest może „człowiek z głową pełną pomysłów”?
- W tym nie ma reguły. Często ktoś z nas przychodzi z pomysłem, ułożonym w głowie już utworem, przedstawia sprawę reszcie ekipy, czasem ktoś dorzuci swoje trzy grosze i voila. Jednak bywa, że pomysł się wyłania z mocno zakrapianego, całonocnego jam’u, które uskuteczniamy w naszej turbo-podziemnej sali przynajmniej raz w tygodniu.
- Co inspirowało was, gdy zakładaliście zespół? Pamiętam zabawną wypowiedź jednego ze znanych zagranicznych muzyków, że „piwo i dziewczyny”. Jak to było w waszym przypadku i jak zmieniło się do dnia dzisiejszego?
- Faktycznie, piwo i dziewczyny miały dużo z tym wspólnego. Wciąż mają. Czasem sobie myślimy, że powoli muzycznie dojrzewamy, na tyle, aby móc się nazwać ‘muzykami’. Jednak wiadomo, piwo i dziewczyny przede wszystkim.
- Wywiad jest dla strony internetowej, więc zapytam, co sądzicie o internecie i udostępnianiu muzyki. Ułatwia pokazanie się szerzej i promowanie oraz sprzedaż własnej twórczości czy też szkodzi tym, że właściwie wszystko można znaleźć i ściągnąć?
- Z naszej perspektywy – młodego zespołu, o którym mało ludzi wie – internet jest genialną sprawą, za pomocą której możemy łatwo docierać do coraz to nowych odbiorców, kontaktów, itd. Nie sprzedajemy muzyki na globalną skalę, więc to, że można naszą muzykę ściągnąć z Internetu, jest dla nas zdecydowanie dobrą sprawą. Wtedy dociera ona do większego grona. Rozumiemy muzyków, którzy sprzedawali przez 20 lat miliony płyt w całym wszechświecie, zarabiali na tym kupę kasy, a po rozpowszechnieniu się Internetu, nagle ich zarobki spadły – to głównie tacy ludzie są przeciwni ściąganiu muzyki. My nie chcemy walczyć z wiatrakami, wolimy wykorzystać dobre strony tego wynalazku.
- Teraz pytanie o teksty, które są w języku angielskim. Będzie coś po polsku tylko do tej pory nie udało się dobrać właściwych słów, czy też zupełnie nie planujecie polskich tekstów?
- Jeżeli chodzi o język angielski to wszyscy w zespole jesteśmy zgodni, że do rock’n’rolla ten język pasuje najbardziej – chodzi tylko a walory estetyczne, żadne anty-patriotyczne pieprzenie, czy cokolwiek w tym guście. Poza tym, nasz wokalista, Guma, jest z wykształcenia anglistą, więc czemu nie mielibyśmy z tego skorzystać? Wszyscy zdajemy sobie jednak sprawę, że śpiewając po angielsku ciężko jest zostać zauważonym w Polsce – i tu powstaje niezgodność, ponieważ część z nas chce się opierać systemowi i śpiewać swoje po angielsku – na zasadzie skoro system ma nas gdzieś, my też go olewajmy. Natomiast, druga strona zespołu nieśmiało próbuje przepchnąć pomysł o być może jednym, dwóch utworach po polsku, który być może miałby szansę wypchnąć nas gdzieś do przodu. Wciąż nie ma konsensusu. Oczywiście zostaje jeszcze kwestia tego, że ciężko jest napisać dobry tekst po polsku.
- Jak dużo koncertujecie i jak godzicie to z codziennością? Pytanie z cyklu co People Of The Haze robi poza sceną.
- Część z nas pracuje, część z nas studiuje, a część z nas studiuje i pracuje – tak jak Kyniu, basista, nieoficjalnie i rzadko nazywany Terminatorem, ponieważ jest to gość o niespożytych siłach witalnych – poza tym, że jest ’gwiazdą rocka’ pracuje na pełen etat i studiuje w systemie dziennym – uskutecznia coś, co fizycznie wydaje się być niemożliwe. Tak czy inaczej nie próżnujemy, oczywista sprawa, że nie utrzymujemy się z muzyki. Jednak wciąż jesteśmy zdeterminowani na tyle, aby każdy weekend mieć zarezerwowany na ewentualny koncert. W gruncie rzeczy, to wyjeżdżamy gdzieś grać co tydzień, więc zapał jeszcze nas nie opuszcza.
- Podoba mi się okładka płyty, kto za nią odpowiada?
- Autorem jest nasz znajomy artysta-malarz, który pochodzi z Kraju Basków, nazywa się Iker Bengoetxea Arruti. Kończył studia na wrocławskim ASP. Okładkę stworzył nie używając ani grama elektroniki. Nam też się podoba.
- Na koniec proszę o kilka słów zachęty dla tych, którzy nie widzieli was jeszcze na koncertach ani nie mieli okazji zapoznać się z płytą. Co People Of The Haze może zaoferować?
- Muzyka z krwi i kości, energia, autentyczność, rock’n’roll. Czego chcieć więcej?
- Bardzo dziękuję za poświęcony czas i czekam na kolejne nagrania oraz okazję do zobaczenia was znów na żywo.
- Dziękujemy.
Szukając informacji o koncertach lub chcąc zakupić płytę zajrzyjcie na stronę – www.poth.pl
Darek Wajszczak


Widzę chłopaków do AFY zawiało
Powtórzę się, niełatwo mnie z kapci wysadzić, a oni zrobili to z łatwością atomowej eksplozji.
Nie przestawać !
Dzieki Kanon! Przypomnial mi sie dowcip. Co robia koty ? SKAKAJA
haha
Byłem na ich koncercie 6 razy niesamowite wrażenie. Jeżeli POTH nie zrobi kariery to moja nadzieja w ludzkosc przepadnie.
Co robi otchłań ?
Otchłań czeka