Wpisy oznaczone ‘stoner-rock’
niedziela, 15 Styczeń 2012
Podsumowania zabijają muzykę, tak przynajmniej twierdzą ci, co się na niej dobrze znają i próbują czerpać z niej niczym nieskrępowaną i niezmąconą przyjemność. Myślę że wyżej wymienieni są jednak w mniejszości, a reszta słuchaczy po cichu pragnie jakichkolwiek wskazówek i drogowskazów. Tak, więc zbytnio was nie zanudzając postaram się skrobnąć cokolwiek o tym co za nami.

(więcej…)
piątek, 6 Styczeń 2012
Pochodząca z Bristolu grupa Turbowolf wstrząsnęła rockowym światkiem. Sam byłem zaskoczony gdy pierwszy raz posłuchałem „A Rose For The Crows”. Z takim biglem, bezczelnością i brakiem zadęcia dawno nikt nie grał. Atak przyszedł z najmniej oczekiwanej strony. Po Wyspach Brytyjskich nie spodziewałem się uderzenia. Od wybuchu punkowej rewolty sporadycznie miewamy tam kolejnych wielkich, zaś eter zalewają tysiące takich samych grup indie, a tu proszę, niespodzianka. Płytka zatytułowana klasycznie od nazwy zespołu brzmi świetnie, a wszystkie szaleństwa jakie Turbowolf wyczynia są przyprawami do głównego dania, a tym jest nieokiełznany rock z takim kopniakiem, że wysyła daleko w galaktykę.

(więcej…)
środa, 21 Grudzień 2011
Dlaczego nasza rockowa scena wygląda tak marnie w ogólnokrajowych mediach? Dlaczego „łowcy talentów” z dużych wytwórni płytowych nie mają bladego pojęcia o emocjach, a jedynie o tabelkach w excelu? Dlaczego z uporem maniaka wciskane nam są produkty z nazwami na K, A lub C po których w głowie pozostaje jedynie połączenie tych trzech liter w jedno słowo? Wyżaliłem się? A skąd, dopiero zaczynam się rozpędzać bo to nasze portfele i tupanie na koncertach zadecydują o tym kiedy przyjdzie pora posłać to całe dziadostwo do diabła. Oby jak najprędzej!

(więcej…)
czwartek, 11 Sierpień 2011
Połączenie stoner rocka z punkiem powinno być łatwe do przewidzenia ale jeżeli dodać do tego jeszcze doom, psychodelię i spory dystans muzyków co do image wyjdzie mikstura, która przyjęła miano The Hedons. Amerykanie grają tak bezpretensjonalnie i z radością, ze już po pierwszym słuchaniu zapętliłem ich krótką płytę „Earth On My Nerves” i latała w kółko aż do przesytu. Zapomnijcie o cyzelowaniu i studyjnej produkcji tu liczą się emocje i radość grania.

(więcej…)
czwartek, 19 Maj 2011
Nie bez powodu w tytule recenzji najnowszej płyty wrocławskiej grupy Palm Desert, pojawiła się nazwa legendarnej gry Fallout. Gra przenosiła nas na postapokaliptyczne, pustynne, zakurzone pustkowia i podobne odczucia mam po przesłuchaniu „Falls of the Wastelands”. Pustynia, piach oraz klasyczny, stonerowy klimat aż wylewają się z głośników. Po kontakcie z płytą wytrzepywałem piach spod koszulki dobrych kilkanaście minut.

(więcej…)
|
|